RSS

Koguty i inne ptaki

Nie ma to jak weekend w pracy… Nie wiem skad u ludzi bierze sie ta wrogosc w sobote rano. Zamiast sie cieszyc, ze wolne, ze leca w nieznane, to tylko warcza od rana.
Oczywiscie, na moje szczescie trafila mi sie taka „mila” panienka z samego rana. Musze przyznac, iz dzien zaczal mi sie lekkim biegiem, bo gdy tylko wlaczylam swiatla do sklepu ustawila sie nie mala kolejka. Ludziom zrana spada poziom cukru we krwi i to chyba jest powod tego calego zamieszania.
Tak wiec grzecznie i uprzejmi witam sie z klientami spelniajac przy tym ich zyczenia, mrozone kawy, capucina, ciasteczka, czego tylko dusza zapragnie. Az tu nagle wylania sie przede mna panienka, stroszy sie jak kogut gotowy do walki, oczy do mnie wytrzeszcza (dobrze, ze jej zylka nie pekla) i zaczyna zamawiac dwa ciasteczka. Na nieszczescie tego „kogucika” ja juz sie nauczylam, jak z takimi postepowac. Zasada numer jeden i najwazniejsza •nie spuszczaj wzroku, bo to sygnalizuje poddanie, a tego nie chcemy. Przy drugim ciasteczku musialam panienke poprawic, gdyz wymawiana przez nia nazwa byla nieporawna i chyba w ten sposob zrozumiala, ze jednak nic z tego. Dogryzla mi jeszcze, ze czekala w tej kolejce od 20min. No i czy to moja wina, odpowiadam, ja mam tylko dwie rece. Na koniec pozyczylysmy sobie milego dnia i kazde poszlo w swoja strane. Ciekawe czy jej ulzylo?
Jedno jest pewno. Na pewno poczulaby sie lepiej wiedzac, ze napisalam tego posta z mysla o niej 
Milego dnia zycze i nie martwcie sie niczym. Wazne, ze za oknem slonce swieci!!! 

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 24, 2012 w O życiu ogólnie

 

Tagi: , , , ,

Rezonans i strzelanie z karabinu.

Już po badaniu. Muszę przyznać, że cały ten rezonans to nic przyjemnego. Niby nic nie boli, ale uczucie jakiego się w nim doznaje też do najprzyjemniejszych nie należy.

Najpierw musiałam odpowiedzieć na sto pytań dotyczących przebytych operacji, rozruszników serca, implantów itede, itepe… Oczywiście nic z powyższych mnie nie dotyczy. Potem poproszono mnie o ściągnięcie z siebie wszystkiego co zostało zrobione z metalu. Cały czas przed badaniem bałam się niemiłosiernie. Oczywiście mój mąż śmiał się ze mnie, bo on już ma za sobą tą wątpliwą przyjemność skorzystania z rezonansu.

Gdy byłam gotowa do badania, kazano mi się położyć w bezruchu. Zatkano mi uszy, ostrzegając przy tym, że maszyna jest bardzo głośna (nie mylili się),  do ręki dostałam gumową trąbkę, którą należało użyć w sytuacji awaryjnej. Jakiej awarii, przecież miało być ok???  Gdy wjechałam do tuby, aż mi się słabo zrobiło. Nie było miejsca, żeby się poruszyć, z resztą i tak nie mogłabym tego zrobić, bo pewnie przerwaliby badanie albo trwałoby to jeszcze dłużej. Zacisnęłam mocno oczy, nie chciałam na to wszystko patrzeć. Przebywanie w małych przestrzeniach, nie należy do moich ulubionych zajęć.

Gdy włączyli maszynę, czułam się jakby ktoś strzelał do mnie z karabinu, dosłownie. Tylko bólu nie czułam 🙂 Najgorsze było to uczucie w buzi, tak jakby mi ktoś patataj po zębach robił.  Na szczęście nie trwało to aż tak długo.

Ulżyło mi gdy było już po wszystkim. Wyszłam stamtąd na drżących nogach, ale jakoś dałam radę. Dostałam całusa od męża za odwagę i od razu było lepiej.

Teraz czekam na wyniki. Oby wszystko było dobrze. Trzymajcie kciuki.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 22, 2012 w O życiu ogólnie

 

Tagi: , ,

Mleczne kły

Zapomniałam dodać, że Tobiemu wypadły mleczne kły. Jednego zgubił nie wiadomo gdzie, a drugi wystawał mu wczoraj z pyszczka, odwrócony w stronę odwrotną do strony wzrostu więc po prostu wyciągnęłam mu tego ząbka.

I tak właśnie nasz mały kotek staje się dorosłym kotem 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 21, 2012 w My dwoje i on czyli kot

 

Tagi: , , , , ,

Powroty

Wolne, wolne i po wolnym…

Jak to zwykle bywa, to co dobre szybko się kończy. I tak właśnie moje cztery dni wolnego dobiegło końca 😦 Oczywiście z tego wszystkiego, co sobie zaplanowałam udało mi się tylko umyć kuchnię, ale to i tak spory sukces. Mój problem polega na tym, że lubię jak w domu jest czysto, niestety samo sprzątanie nie należy do moich ulubionych zajęć.

Pierwszy dzień w pracy już za mną. Jakoś tak mam, że jak wracam do pracy po dłuższej przerwie, zawsze mam nadzieję, że coś się zmieni. No i co, no i nic 🙂 Wszystko było po staremu, a nawet w jeszcze większym bałaganie niż zwykle. Przy każdym stoliku ktoś spał, maszyna do kawy ciekła, czyli dzień jak co dzień.  Jeżeli spodziewałam się zastać miłych i uprzejmych klientów, to nic z tego. Ja już chyba za stara jestem do tej pracy. Ale to nic, już niedługo i mam nadzieję przenieść swoje życie na inne tory. Na razie cicho sza 😉

Teraz szykuję się do wyjścia do szpitala. O 1705 czeka mnie pierwszy w życiu rezonans, jakoś nie jestem przekonana do tego badania. Niby wiem, że to nie boli, ale jakoś tak nie swojo się czuję. Wpuszczają człowieka w taką wielką tubę i nie wiadomo, co się wokół dzieje.

Zbieram się do wyścia, bo jak się spóźnię to mi odmowią przeprowadzenia badania.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 21, 2012 w O życiu ogólnie

 

Tagi: , , ,

Wiosenne porządki w ogrodzie czas zacząć

Obudziło mnie dzisiaj rano piękne słońce i niebieskie niebo. Uwielbiam takie poranki, człowiek otwiera oko i myśli, że jest już południe a na zegarze dopiero za pięć ósma. Oczywiście nie mogłam wytrzymać i obudziłam męża, a żeby nikomu nie było smutno otworzyłam też drzwi od sypialni i wpuściłam nasz „promyczek” do środka. Tobi jeszcze jest za mały żeby docenić ciepełko słoneczka na parapecie, ale i tak wyglądanie przez okno sprawia mu więcej przyjemności niż w pochmurny dzień.

Rano miałam do załatwienia kilka spraw na mieście, ale jak to zwykle bywa, jedyne co usłyszałam, „bardzo nam przykro, niestety nic nie możemy w tej sprawie zrobić”. Szczerze mówiąc przyzwyczaiłam się już do tego i nie liczę na zbyt wiele…

Po powrocie do domu przywdziałam robocze dżinsy i podjęłam się, jakże długo odkładanej „depilacji” ogródka przed domem. Chwasty, które tak wyrosły zaczęły kształtem przypominać żywopłot, rosnący po drugiej stronie więc to był najwyższy czas. Nie mam nic przeciwko pracom ogrodowym do czasu aż napotkam pierwszego robaka na mojej drodze. Dzisiaj uzbroiłam się w dwie pary rękawiczek, jedne gumowe, drugie ogrodowe i żadne robaki nie były mi straszne 🙂 Ja wiem, że one mi nic nie zrobią i to raczej ja jestem dla nich straszna, ale i tak nie zmienia to faktu, iż nie jestem wielką fanką tych stworzeń.

Gdy skończyłam z „dziadami” przed domem, mam tutaj na myśli chwasty, nie robaki,  poszłam do szopy za domem i wyciągnęłam kosiarkę. W zeszłe wakacje tak zapuściliśmy trawnik w ogrodzie, że zwykła kosiarka nie dała rady. Musieliśmy jechać do wypożyczalni po taką specjalną podkaszarkę spalinową, którą znacie z przydrożnych rowów. Ja się poważnie obawiałam tej maszyny, bo wyglądała groźnie, ale dała radę. Teraz staramy się kontrolować wysokość naszej trawy, bo nie mamy zamiaru znowu wydawać pieniędzy na podkaszarkę, ani na nową kosiarkę, tym bardziej. Oczywiście jesienią, gdy pozostali sąsiedzi podkaszali swoje podwórka nam jakoś się nie złożyło i długość trawy zaczęła przybierać niepokojącą wysokość. No ale miałam w pamięci wydażenia ostatniego lata. Mądrzejsza o ta wiedzę, wytarmosiłam tą naszą kosiarkę z szopy. Jako iż nigdy nie obsługiwałam takiego sprzętu musiałam poprosić męża o instrukcje obsługi. Wbrew moim obawom, nie było to takie trudne. Trzeba tylko przytrzymać obie rączki w jednym czasie 🙂  No i uważać żeby nie spalić silnika, nabijając kosiarkę za dużą ilością trawy. Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem… Koszenie nie sprawiło mi żadnych trudności, a efekt jest po prostu idealny!!! Wyszło mi to chyba nawet lepiej niż mojemu mężowi 🙂 No i po co nam mężczyźni, jak nawet trawę w ogrodzie potrafimy same skosić? 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 19, 2012 w O życiu ogólnie

 

Tagi: , , , ,

Obrazek

A oto i kły

20120318-204614.jpg

Udało sie!!! Zrobiłam zdjecie podwójnych kłów Tobiasza. Nawet nie protestował, ale to tylko dlatego, że był zaspany. No i co, teraz mi wierzycie? Z drugiej strony ma takie same. Przyznacie, ciekawy widok…

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 18, 2012 w My dwoje i on czyli kot

 

Tagi: , , ,

Urodziny, urodziny…

Dzisiaj, tj. 18 marca, mój mąż obchodzi urodziny. W tym roku kończy 29 lat, czyli ostatnie urodziny z 2-ką na początku. Nie powiedziałam mu o tym, bo nie chcę go smucić 😉 Teraz już pewnie wie…

Spędziliśmy dzisiejszy dzień na błogim lenistwie. Ja z okazji tego święta wzięłam 4 wolne dni w pracy więc mamy trochę czasu dla siebie. Wczoraj obchodziliśmy dzień św. Patryka, co było idealnym pretekstem, żeby coś wypić. Niestety dzisiaj nie mamy już ochoty na procenty i pijemy herbatkę, bardzo smaczną z prawdziwej mięty z maminego ogródka. Polecam, nie piłam lepszej mięty, te ze sklepu smakują zupełnie inaczej, a niby też z mięty. Ale ta to taka organiczna 🙂

Nawet nie wiem kiedy minął nam ten rok od męża ostatnich urodzin. Pamiętam jakby to było wczoraj. Zorganizowałam mu takie prawdziwe przyjęcie niespodziankę. Zaprosiłam znajomych, przygotowałam pyszne jedzenie, nawet tort opiekłam. A mąż naprawdę niczego nie podejrzewał. Wtedy wszystko było prostsze. Gdybyśmy wiedzieli, co przyniesie ten rok… No ale tego nikt nie może przewidzieć. W zeszłym roku czekaliśmy dopiero na zdjęcia z rentgenu męża i nikt nie mógł przewidzieć, że dzisiaj jego stan będzie tak poważny. Teraz czekamy na decyzje o terminie operacji, a mężowi każdy ruch sprawia bół. No ale każdy coś ma. Byle już było lepiej!

A wracając do tego roku. Zrobiłam mężowi górę wafli przekładanych masą krówkową. To jest to co mąż lubi najbardziej. Polecam! Łatwe przygotowaniu, a daje tyle radości 🙂 Tylko świeczki nie wsadziła, ale i tak smakowały 🙂

A Tobie mężu jeszcze raz, Sto Lat !!!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 18, 2012 w O naszej dwójce czyli ja i mąż

 

Tagi: , , , ,

 
%d blogerów lubi to: